23 kwietnia 2014

Święta, Święta, i już po...

Święta. Spotkał mnie w tym roku prawdziwy zaszczyt: zostałyśmy zaproszone, Helen i ja, do prawdziwie cypryjskiej rodziny na niedzielny, Wielkanocny obiad. Zaszczyt tym większy, bo Cypryjczycy to naród bardzo rodzinny... Ogromny dom, zbudowany według projektu Papy Andonisa, przestronny, pomieścić by mógł cztery razy tyle osób... Pan domu od rana wypiekał na grillu różne mięsa, cypryjskie specjały, których nazw nie sposób zapamiętać...
Około drugiej zasiedliśmy do stołu, ja szczęśliwa, bo wśród talerzy znalazłam jeden, pełny greckich gołąbków, w liściach winogron... Po obiedzie były słodkie ciasta, też greckie, i też pyszne...                                                                 
No i zdjęcia...


Nie rozumiałam co mówią, bo nie znam języka, mimo wszystko czułam się wśród nich bardzo, bardzo dobrze... A w poniedziałek, Wielkanocny oczywiście, miałyśmy śniadanie polskie z lekkim akcentem cypryjskim, czyli z oliwkami...

Cypr jest całkowicie różny od tego, co do tej pory znałam... Gdyby nie Helen pewnie bym zwariowała...    O Cyprze jeszcze będzie, kiedyś. Dzisiaj składam hołd ludziom...

4 komentarze:

  1. wprawdzie nie cypryjski stół ale kretenski mielismy okazje testować i podejrzewam ze wiele nie odstaje.
    jest pięknie no i ciepło, tylko zazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdrościć, tylko przyjechać... :P

      Usuń
  2. Jak fajne są takie wyjazdy.....miłego pobytu
    pat:)

    OdpowiedzUsuń