30 kwietnia 2013

Minął miesiąc...


To już miesiąc... Od przeprowadzki, od szczęśliwego zakończenia poprzedniej sprawy. Moja gospodyni zażyczyła sobie kwotę, której nie miałam. Rozumiem ją. W końcu żyje z tych opłat...
Cudem nieomal, jak w bajce, znalazłam nowy dom, nowe miejsce dla siebie. I oto jest.
Mieszkam we Wrocławiu, choć trudno Wojnów Wrocławiem nazwać... W domku, z ogródkiem, z dwoma psami i nową gospodynią, Joanną.
Żyję sobie spokojnie. W ogrodzie zaczęła się wiosna... A mnie często chodzi po głowie myśl, że takie rzeczy nie zdarzają się codziennie. I nie wszystkim...
Bo jak nazwać cudowne zbiegi okoliczności, w rozmowach, ja coś mówię, ktoś na to reaguje, a wszystko w czasie właściwym, odpowiednim do sytuacji?... Mogłabym to nazwać przypadkiem, mogłabym...
W nie nazywaniu świata jest potęga. Nie nazywając, nie ograniczam. Nie przymuszam rzeczywistości do niczego. Ona po prostu dzieje sie. Po prostu jest. Jak kwitnące w ogrodzie tulipany. I zaczątek, zapowiedź konwalii w zielonych liściach. Po prostu: JEST...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz