28 października 2012

Szpital....

1. Czternasta doba. Dotarło to do mnie dzisiaj... A szpital to miejsce szczególne. Z własnym rytuałem, kulturą, wciąż wymuszające na mnie zmianę zachowań i przyzwyczajeń... Przez salę przewinęła się niezliczona ilość pacjentek, tak różnych, jak różni są ludzie... A wszystkie, właściwie wszyscy, bo i cały personel wliczając, wiele energii wkładają, bu nie przyzwyczajać się, nie przywiązywać, nie wiązać emocjonalnie... Rozstania są takie trudne: oczy czerwienieją, zaszklone łzami...
Konflikty zdarzają się rzadko, chociaż sposób życia sprawia ciągłe ocieranie się o siebie, niemożność odizolowania. I nawet słuchawki na uszach nie oddzielają od bezustannego szmeru rozmów: nijakich... czasem ważnych.
2. Poranki senne, przerywane brutalnie - taki zwyczaj - obchodem pielęgniarskim. Potem rutyna: obchód lekarski, zabiegi, przygotowanie do nich i opieka po, śniadanie, drzemka, obiad, drzemka, goście, kolacja, obchód lekarski, obchód pielęgniarski... sen. Sen ze zmęczenia. W międzyczasie, w powszednie dni: sprzątanie sali, słanie łózek dla nowych, pożegnanie szczęśliwców, którzy już po, wracają, w lepszym lub gorszym stanie... I tylko ja, niezmiennie, na swoim stanowisku, zasłonięta laptopem....
3. Goście. Zawsze niespodzianka. Krótkie chwile. Popatrzeć sobie w oczy. Potrzymać za rękę. Pocieszyć. Radość ogromną sprawić: książką, obrazkiem, obecnością... Lub spełnić marzenie życia :)
Kiedy pierwszy raz, w dzieciństwie, jadłam suszoną figę, nasycona jej słodkością, zastanawiałam się: a jak wygląda ten owoc na drzewie? Jak smakuje?...
W zeszłym tygodniu dostałam, w szpitalu, prawdziwą świeżą figę. Jak na zdjęciu powyżej. Zaskoczenie moje było ogromne: kolor inny i smak przedziwny, słodycz zmieszana z delikatną, lekko kwaskowatą nutą, tak różny od zapamiętanej mdłej słodyczy fig suszonych, prasowanych...
4. Jest więc szpital miejscem szczególnym. pełnym bólu i radości, samotności w tłumie, i braku samotności w tłumie. Miejscem ogromnych, czasem niespełnionych, nadziei, radości i rozpaczy... Miejscem, gdzie można spotkać ludzi spełniających marzenia... Za oknem śnieg. I słońce. Na szpitalnym podwórku spotkany gołąb nie poskarżył się na zimno... A był na bosaka... :)

7 komentarzy:

  1. Jesteś tam, my tu w miejscu do którego dolatuje bosonogi gołąb. Ale tak wielu stąd jest myślami z Tobą. Z ciepłymi życzeniami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, jak wyzdrowiejesz nauczysz mnie malować na swoim kursie, marzę o tym, chociaż kompletnie nie mam wyczucia kolorów. Pozdrawiam a jutro trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo tęsknię za prowadzeniem Vedic Art... Z przyjemnością spotkam się z Tobą... A wyczucie kolorów masz, jestem o tym przekonana, tylko... o tym nie wiesz. Wiesz coś innego, po zajęciach zmienisz zdanie... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Panią, życzę zdrowia:)wiem że to dość oklepany frazes zważywszy na składane sobie wszem i wobec od kilkunastu dni życzenia, ale choc "prawie" Pani nie znam z całego własnego -zdrowego serca życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na Cyprze zawsze sa swierze figi Kochanie xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? To cudownie... Figi to dobry owoc, świeży, pachnący... xxx :)

      Usuń
  6. Na Cyprze zawsze sa swierze figi Kochanie xxx

    OdpowiedzUsuń