29 lipca 2012

Niedziela, wieczorem...

Cisza i spokój... Zdjęcie zrobiłam jeszcze przed zachodem słońca. Budowa urosła. Niedziela na szczęście nie jest dniem pracy budowlańców; można więc było rano rozkoszować się ciszą i spokojnym snem...


Pogoda ostatnio daje wiele do myślenia... Upały mocno mi doskwierają, wszystko robię dwa razy wolniej, starając się nie wychodzić z domu w czasie największego żaru... Częste burze z porywczymi wiatrami burzą porządek na balkonach sąsiadów, wywracając doniczki. A po burzy, dzisiejszej też, tęcza ubarwia zachmurzone niebo, wzbudzając mój, nieodmienny, zachwyt... Niebo też mnie zachwyca... Rysunek chmur, zawsze inny, niepowtarzalny, kusi mnie pięknem, bym łapała za aparat i kolejny raz uwieczniała te przecudne dla mnie obrazy...

Jest już wieczór... Pomimo szeroko otwartych okien jest gorąco, duszno wręcz, chociaż wszystko domaga się choćby odrobiny chłodu... Nie sprzyja to wysiłkowi, nie sprzyja pracy. A kończę właśnie dawno zapowiadaną książkę - chociaż "książka" to za duże słowo - dosyć obszerny tekst o Vedic Art, który chcę wydać w najbliższym czasie. Pomysł narodził się już dawno, z realizacją miałam jednak trudności: długi przestój spowodowany był wieloma niepewnościami. Dziś już wiem, co i jak chcę w tym tekście powiedzieć...

Skończyły się też kłopoty z dzikimi lokatorami jaskółczego gniazda. Ostatnia bardzo silna wichura i ulewny deszcz po prostu zmyły gniazdo ze ściany. Sprawa rozwiązała się sama... Jak wiele spraw w życiu...

2 komentarze:

  1. czesto niepotrzebnie marnujemy energie na pokonywanie trudnosci, bo zycie samo dyktuje rozwiazania. trzeba tylko uwaznie obserwowac...

    OdpowiedzUsuń