10 maja 2012

Nawias kolejowy, czyli tam i z powrotem...

"Nawiasy to znaki pisarskie, używane z reguły parzyście, przeznaczone do ujmowania między nie tekstu lub symboli. Nawiasów używa się w tekstach do logicznego wydzielenia ich mniej ważnych fragmentów. W nawiasy ujmuje się komentarze, wyjaśnienia, uzupełnienia tekstu głównego..." Tak mówi Wikipedia; nawiasy są okrągłe, kwadratowe, ostrokątne, klamrowe... Kolejowych nie ma. A jednak...
Długi weekend to doskonała okazja by spotkać miłe sercu osoby. Wybrałam się więc do Lublina. Na dworcu wrocławskim trwają prace remontowe, jednak ruch kolejowy odbywa się prawie normalnie. Zaopatrzona w bilet klasy pierwszej, z miejscówką, byłam spokojna o miejsce siedzące. Wagon pierwszej klasy pamiętający czasy Gierka, plusz czerwony na szerokich fotelach. Na pokonanie 600 kilometrów potrzebowałam prawie 10 godzin. Udało się wspaniale, Lublin powitał mnie słonecznym światłem i ciepłym uściskiem Moniki.

Powrót okazał się już nie tak wygodny. Podstawiono w Lublinie skład wagonów zwany "bonanzą" to znaczy wagony bez przedziałów, z siedzeniami pokrytymi tak zwaną dermą (kto jeszcze pamięta ten plastikowy, skóro podobny, wytwór?). Siedzenia tak koszmarnie nie wygodne i tłok uniemożliwiający przejście po korytarzu. Chociaż trudno mówić o korytarzu w wagonie bez przedziałów... Konstruktor tych siedzeń, a mam dziwne przeczucie, że to był mężczyzna, prawdopodobnie nigdy na nich nie siedział. A już na pewno nie w upał i to na tak długiej trasie... Zaproponowałabym mu obowiązkową podróż na trasie Szczecin - Przemyśl. Zaprosiłabym też na taką wycieczką wszystkie zarządy spółek kolejowych, w pełnym składzie, z prezesami i vice. No i oczywiście, jako kierownik tej wyprawy, dopuściłabym na przykład 30 minutowe postoje na każdej stacji... 
Powrót zajął co prawda mniej czasu, bo tylko 8 godzin, komfort jazdy był jednak stanowczo za niski. Różne myśli krążyły mi po głowie: czy przewoźnikowi nie zależy na klientach? Jadąc tam, pod koniec trasy, pojawił się pan z kawą, przywitany przeze mnie jak zbawca. Z powrotem, naiwna, liczyłam na kawę... Wzięłam za mało picia i efekty uboczne odczuwam do dzisiaj...

Podróż ta to jednak zaledwie nawias... kolejowy. 
Wbrew definicji ważniejsze było, jest nadal to, co pomiędzy nawiasami :). Mały domek Moniki i Michała, wymagający co prawda jeszcze wkładu pracy i starań, lecz przecież miły. Niewielki skrawek ogródeczka z przecudnie pachnącym bzem, dwie jabłonki, forsycja. I koty - niecnoty, upierające się by wyjść na dwór. I przesympatyczna Moria, czarna sunia wzięta ze schroniska. Śpiew ptaków co rano otwierających dzień i możliwość pobycia z Moniką, bo Michał zapracowany... 
Wartość zawarta w nawiasach przewyższa wszystko... :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz