17 marca 2012

Moja Góra: Jest. I Wiosna...

"... Sekret gór polega na tym, że one po prostu istnieją, tak jak i ja: ale góry istnieją po prostu i koniec, a ja nie. Góry nie mają żadnego ukrytego "znaczenia", one same są znaczeniem; one SĄ. Słońce jest okrągłe. Rozbrzmiewam życiem i góry też rozbrzmiewają, a gdy je słyszę, rozbrzmiewamy razem. Rozumiem to, nie umysłem, lecz sercem, wiedząc jak daremne są próby uchwycenia czegoś, czego nie sposób wyrazić, oraz wiedząc, że kiedy będę to w przyszłości czytać, pozostaną tylko słowa..." (Peter Matthiessen, Śnieżna Pantera).
Byłam w Wolimierzu... Pojechałam, by zmierzyć się z nim jeszcze raz, zamknąć poprzedni etap. Pojechałam, by Wolimierz przestał mnie boleć. I przestał. Przez wszystkie dni pobytu niebo było otulone chmurami, za którymi chowała się też moja góra. Spędziłam kilka dni w gościnnym domu Hani i Piotra. Zajrzałam do Konstancji, odwiedziłam Przylesie... Wróciłam. :)
A dziś był tak piękny dzień, prawdziwie wiosenny, że dałam się namówić na długi spacer, by szukać wiosny. I chyba już jest, zobaczcie sami: 
Bazi całe mnóstwo, lśniących w słońcu wesoło... 
 Przedziwny Drzewoptak, spotkany po drodze...
 Jednoznaczny wyraz wiosny: nisko latający lotniarz...
 Wygrzewający się w słońcu motyl, pierwszy w tym roku...
 Ślady saren na drodze...
 Młoda zieleń trawy...
 I stare, zeszłoroczne trzciny...
 Trzciny właściwie lubią wodę...
 A woda, oczywiście, jest...
 I młoda zieleń...
To był udany spacer. Słońce grzało a lekki wietrzyk przyjemnie schładzał twarze. A wszystko to na skraju Siechnic, na wałach, na polderach, jak nazywane są obszary w dolinach rzek, przeznaczone do zalania w razie powodzi, w celu ochrony innych terenów, najczęściej miast. Rozlanie się fali powodziowej na większym terenie powoduje jej spłaszczenie i zmniejszenie groźby przerwania wałów w innym miejscu. Siechnickie wały budowano już w XIV wieku i oprócz oczywistego celu, ochronnego, służą dziś mieszkańcom jako rozległy teren spacerowy. Spotkać tu można sarny i zające oraz... mamy z wózkami :)
A ptaki dzisiaj głośno śpiewały...
Po powrocie do domu widziałyśmy z okna, nie pierwszy w tym roku, ogromny klucz ptaków, zmierzający na wschód...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz