24 stycznia 2012

Nowy Rok - Rok Smoka...

Zaczął się Nowy Rok... Według horoskopów ma być szczęśliwy, według mnie też taki będzie, bo jak mawia mój Brat: każdy ma to co chce...
Październik listopad i grudzień upłynęły mi w coraz gorszym samopoczuciu. Serce zaczęło mnie z powrotem boleć i to tak mocno, że zdecydowałam się na wizytę u kardiologa. Pani doktor, skądinąd zacny człowiek, natychmiast wyznaczyła mi termin, 2 lutego, na kolejny pobyt w szpitalu, kolejną koronarografię i kolejne stenty, tym razem dwa, po cichu mówiąc o potencjalnej niemożności założenia tych ostatnich z powodu zbyt cienkich naczyń, jakie podobno mam... Od paru tygodni chodziłam z tą datą w sercu, czując się coraz gorzej i coraz gorzej śpiąc... Swoisty rekord padł w nocy z niedzieli na poniedziałek: zasnęłam dopiero o 5.50.
Spałam do południa i obudziłam się jasna, z uśmiechem na ustach, z decyzją w sercu: Jestem zdrowa. Nie pójdę do szpitala. Zrobiło mi się lekko. Depresja odeszła gdzieś daleko a ja znów potrafię uśmiechać się do drzew. To nie znaczy, że nic dla siebie nie będę robić, nie.
Od wczoraj chodzę spać o 23, by dać szansę swojemu ciału na regenerację. Stosuję się do zaleceń mojej akupunkturzystki i jem tylko ciepłe i gotowane, nie używam cukru, piję olej lniany i codziennie przyjmuję sól magnezową, ohydne w smaku, ale co tam... No i chodzę, świadomie, głęboko oddychając. Do tego raz w tygodniu qi gong... Czuję się duuuuuuuuużo lepiej, o czym z przyjemnością donoszę w Nowym Roku, Roku Smoka... :)

3 komentarze:

  1. Cieszę się Baszka i pozdrawiam -dbaj o siebie!

    OdpowiedzUsuń
  2. To wspaniale,że lepiej się czujesz.
    Tak trzymaj. Przytulam cieplutko :)
    Danusia.

    OdpowiedzUsuń