4 stycznia 2012

Chwile...

Otwieram oczy. Za oknem szaro. Silny wczorajszy wiatr zasnuł niebo chmurami...
Nadzwyczaj szybko wracam do posennej świadomości siebie. Kiedyś trwało to dłużej, przysparzając trudności z przytomnością. Teraz wystarczy ułamek sekundy, i jestem. W pełnej gotowości. Pomiar ciśnienia: 100/49, puls 60. Czuję się dobrze, choć wiem, że gdy tylko wstanę moje serce zaprotestuje bólem; nie lubi pionizacji chyba. 
I tak się czuję od dłuższego czasu, zupełnie jakby w moim sercu nie było chęci życia. Jest chęć leżenia. Oczywiście byłam u kardiologa. Przed Świętami. Moja pani Doktor, tym razem ordynatorka w szpitalu, gdzie już byłam dwa razy, posłuchała, obejrzała i zaprosiła na wizytę: 2 lutego. Na kolejną koronarografię, by sprawdzić, czy można będzie jeszcze udrożnić moje naczynia wieńcowe kolejnymi stentami. W planie są jeszcze dwa. A jeśli się okaże, że naczynia są zbyt cienkie to "obwodnica" pozostaje...
Nie sypiam dobrze...
Noszę w sobie lęk...
Są chwile, kiedy strach paraliżuje mnie tak mocno, że kroku zrobić nie umiem...
A za oknem słońce, chmury zniknęły. I tylko patrzeć, jak bociany przylecą... Bo zimy w tym roku to chyba nie będzie... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz