5 listopada 2011

... i tak trudno jest uwierzyć w Anioły...

Mam za sobą okropną noc, pełną bólu i strachu... Moje serce buntowało się bardzo, krzycząc bólem, protestowało przeciwko, nie wiadomo czemu, bo zbyt dużo czynników wchodzi w grę, bym mogła dojść przyczyny. Dzisiaj zmęczony spokój, ciśnienie niskie, senność umysłu. A przecież myślę...
Może to Listopad, trudny miesiąc; piękna słoneczna pogoda i wiatr będący, dowodem na duże różnice ciśnień? Może błąd dietetyczny: zjedzone z ogromnym smakiem grzanki-zapiekanki, tak jak lubię z serem i czosnkiem, oddane nocą Bogom? Może stres wywołany bliską już podróżą do Lublina? Na ważną dla mnie uroczystość z jednoczesną nieobecnością drogich mi osób? Albo zmęczenie po ostatnim warsztacie w Białymstoku?
Doprawdy, nie wiem...
Są wokół mnie bardzo blisko, trochę dalej, lub całkiem daleko: Ludzie. Zawsze gotowi do pomocy, udzielający mi jej nie dlatego, że o nią proszę, tylko tak, po prostu, bo widzą, że jej potrzebuję...
Mam głęboką świadomość, że Wszechświat opiekuje się mną, dbając o moje potrzeby. Wdzięczna jestem Wszechświatowi i Ludziom, za wszystko, co dla mnie robią.
I tylko tak trudno mi uwierzyć w Anioły...
Nie przychodzą, gdy bardzo ich potrzebuję. Nie pomagają, gdy zwijam się w cierpieniu. Nie ma ich?
Moimi Aniołami są Ludzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz