5 września 2011

No, to mamy wrzesień...

Dziś, po mocno upalnym dniu, przyszła burza. Najprawdziwsza: z piorunami i silną ulewą. Teraz jest cichutko, powietrze jest czyste, rześkie; można wreszcie szeroko otworzyć okna...
Od tygodnia rezyduję u znajomej w ładnym apartamencie, na skraju Wrocławia, w dzielnicy domków jednorodzinnych. Wczoraj na zakupo-spacerze z Ewą, ze zdziwieniem odnotowałyśmy stado kur na jednym z podwórek. Cicho, sennie, przyjemnie, a niektóre domy tak piękne, że aż :)
Jestem tu od tygodnia. Miałam czas refleksji, nie mówienia, obcowania ze sobą. I wystarczy :)


Jakoś tak jest, że do życia podchodzę jak do lekcji. I zawsze ciekawi mnie bardzo: czym będzie tym razem nowe doświadczenie. Zaraz na początku pobytu potrzebowałam kupić sobie to, i owo. Dzielnie zeszłam, z siateczką, z drugiego piętra do sklepiku za rogiem, bliziutko; no i okazało się, że sklepik jest własnie w likwidacji a towaru nie ma, przyszło mi więc podreptać do następnego. Szłam, i szłam, i szłam. Widząc, że blisko nie jest zrobiłam zakupy na tydzień. Z ciężką siatką wracałam do domu, sapiąc, stękając i przystając... Potem długo odpoczywałam...


Przypomniała mi się ostatnia rozmowa z moją Kardiolożką...
Zadałam proste pytania: W jakim stanie jest moje serce? I czy wróci kiedyś do normy? 
Dowiedziałam się wtedy, że pomimo ogromnej radości Pani Doktor z wyraźnej poprawy, moje Serce utraciło 25% swojej sprawności. Są w nim nieodwracalne zmiany w mięśniu sercowym i naczyniach... I już nie wróci do normy. Takie zostanie, na 3/4, jak walc...
Wyjątkowo dotkliwe jest dla mnie godzenie się z tym faktem... 


Kiedy, na początku, słyszałam o trzech miesiącach powrotu do normy, myślałam sobie, spokojnie, to tylko urlopik zdrowotny. Potem była mowa o pół roku. W szpitalu: o roku. Roku stabilizacji: nie wyleczenia.


Mądry król Salomon ujął to tak: "To, co krzywe, nie da się wyprostować, a czego nie ma, tego nie można liczyć...". Powiedział jeszcze to; " Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?  Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. 
Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem
ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: "Patrz, to coś nowego" - to już to było w czasach, które były przed nami. (...)"



W środę wracam do Siechnic. Pod opiekuńcze skrzydła Ewy :)


Czy odważę się kiedyś zatańczyć walca? Chyba już nie...

1 komentarz:

  1. I znów będę "zmuszona" zanotować Twoją myśl, tym razem słowami salomonowymi wyrażoną :)To co Ty jesteś zmuszona obecnie uprawiać, ja na użytek własny, nazywam konformizmem terapeutycznym - nie dyskutuję z rzeczami/faktami/zjawiskami, na które nie mam wpływu, ot, trzeba je przyjąć do wiadomości. Ale! Wszystko jest kwestią podejścia. Lubię Twoje.
    http://www.2future.pl/Produkt/659/optymistyczno_pesymistyczna_szklanka

    ruska

    PS. Konformizm kardiologiczny też brzmi ładnie ;)
    .ru

    OdpowiedzUsuń