16 sierpnia 2011

Pożegnanie z Wolimierzem...

Co by nie mówić, nie było łatwo... Nie sądziłam, że aż tak przywiążę się do miejsca, do domu, do widoku góry na horyzoncie, nie sądziłam... Z ciężkim sercem pożegnałam gościnny dom Hani i Piotra. Lecz przecież nie mieszkam na końcu świata: zawsze mogę wpaść do Wolimierza, by spotkać miłe sercu dusze :)
Moje serce. Jest i bije. Rutyna codziennego łykania leków już nie przeszkadza a wypoczynkowy tryb życia, jaki ostatnio wiodę, w Siechnicach, sprawia, że zapominam o sercu. I dopiero kilka szybszych kroków albo za ciepła kąpiel, przypominają, że to moje serce niekoniecznie dobrze funkcjonuje...
Od września wracam do Vedic Art i tak się z tego cieszę, że aż... A poza tym: słońce przypomniało sobie, że jest lato i grzeje pięknie, i rozświetla cały świat. A nocą świeci księżyc. I spać nie daje :)
Księżyc w Siechnicach wyglądał wczoraj tak:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz