2 maja 2011

Refleksje poszpitalne...

1.
Kiedy po nieudanym wezwaniu pogotowia, beztrosko stwierdzającego mój dobry stan zdrowia, pojechałam na ostry dyżur do jednego z wrocławskich szpitali, przyszło mi długo i cierpliwie czekać na wyniki badań. Nie było to łatwe i trwało ponad trzy godziny. W tym czasie przez Izbę przyjęć przewinęło się około dwunastu osób, z czego zaledwie dwie były trzeźwe. Pozostali w mniejszym lub większym stopniu upojeni alkoholem nie dawali się zbadać, wyrywali sobie świeżo założone wenflony, odrywali kroplówki, krzycząc protestowali przeciwko wszystkiemu. Widziałam narastającą frustrację lekarzy, pielęgniarek, sanitariuszy i salowych, którzy - pomimo wszystko - chcieli udzielać medycznej pomocy potrzebującym.
Wdzięczna jestem wszystkim pracownikom tego oddziału, za wszystkie działania, jakie podejmowali, by chronić mnie przed choćby patrzeniem na zawianych pacjentów...
2.
Po ponad trzech godzinach, potrzebnych na zebranie wyników badań, lekarz dyżurny podjął jedyną słuszną decyzję: transport do Kliniki Kardiologicznej szpitala wojskowego we Wrocławiu... Po godzinie 2 w nocy, karetką, przez zaspane miasto jechałam tam, gdzie spodziewałam się pomocy... Na miejscu podjęto szybką akcję: podłączenie do monitora, kolejne pobranie krwi do badania i wlew dożylny środków, które dosyć szybko przyniosły mi ulgę. O 5 rano przenosiny na oddział i dalsze akcje, badania, oraz decyzja, że do ustabilizowania mojego serca potrzeba kilku dni...
O wiele moich wygód zadbała Ewa, za co jestem Jej ogromnie wdzięczna...
3.
Dziś wróciłam do domu. Bardzo zdziwiona tym, że pokonanie drugiego pietra w ogóle nie sprawia mi trudności :) Przede mną jeszcze leczenie, badanie koronarograficzne i być może, po trzech miesiącach terapii, wszczepienie kardio-czegoś tam, czyli krótko mówiąc ... komputera sercowego, którego zadaniem będzie strzec mnie przed zaniechaniem przez niego pracy... I tak się sprawy mają...
4. Nie dam złego słowa powiedzieć o pracownikach naszej służby zdrowia.
PS. Ogromnie dziękuję za wszystkie słowa, myśli, gesty wsparcia, które dotarły do mnie różnymi kanałami z całego świata. Wszystkim Wam, Kochani dziękuję. Obiecuję solennie łykać tabletki, kontrolować serce zgodnie z zaleceniami lekarzy i dbać o siebie. Na szczęście nie ma zakazu korzystania z komputerka... :)

5 komentarzy:

  1. Nie ma zakazu korzystanie z komputerka, bo medycyna jeszcze dobrze nie zdiagnozowała tej choroby odkomputerowej :))) Poza tym, nie wolno pozbawiać człowieka tak od razu wszystkich nałogów.

    Pozdrawiam i całkowitego wyleczenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótko, powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam za sobą ostatnio wizyty w dwu szpitalach... Mają anielską cierpliwość. A ja im współczułam proporcji miedzy robotą papierkową (często zwielokrotnianą zupełnie bez sensu, pięc razy to samo w pięciu różnych tabelkach, raportach itp) a rzeczywistym działaniem. Zdrowia :-) Wysyłam trochę prosercowych fluidków :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właściwie: dzięki wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń