20 listopada 2010

Jesień w Wolimierzu...


Listopad. Drzewa, po ostatnich wiatrach, zgubiły wszystkie liście. teraz wyraźnie widać, siadające na gałęziach, ptaki. Stali mieszkańcy wolimierskich okolic: sikory, sójki, sroki i inne, nie rozpoznawane przeze mnie, ptaszyny zaanektowały cały teren, nie niepokojone odgłosami wiosennej i letniej krzątaniny wokół domu. Wszystko ucichło, Kosiarka drzemie w garażu w towarzystwie nie używanych już narzędzi...
Spokój nie zmącony niczym. Życie biegnie swoim rytmem, jakby chciało powiedzieć: nie wtrącaj się, przecież nie zmienisz mojego biegu; wszak kilka razy dziennie przejść się trzeba po domu, do kotłowni zajrzeć, porozmawiać z kwiatami, popatrzeć przez wszystkie okna.
Newsy: oleander, zwany Olkiem, postanowił zakwitnąć na Święta. I podobnie, jak w zeszłym roku, wypuścił pączki, być może z wdzięczności, że może stać w cieple... Myślę, że zdąży. Dawno nie widziałam bażantów. Na dębie w tym roku nie było żołędzi, nie ma więc czego pod drzewem szukać. W poniedziałek planuję kupić ziarna, by je przynęcić. brakuje mi ich porannych wizyt i pokrzykiwań. Myszy nie widać. Zasnęły? A moje serce na ogół bije spokojnie, pewnie wpływa na nie spokój domu... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz