21 października 2010

Powrót do Wolimierza...

Na trasie Wrocław - Jelenia Góra - Szklarska Poręba - Świeradów Zdrój pierwszym zwiastunem zbliżających się gór jest masyw Ślęży, piękny i majestatyczny,  przypominający o tym, że oto za chwilę teren zacznie łagodnie falować a na horyzoncie zobaczę zamglone Karkonosze. Podróż w piękny październikowy dzień to przecudne kolory liści drzew, pożółkłe już gdzieniegdzie łąki, piękna czerwień świeżo zaoranej ziemi; szczególnie dużo tej czerwonej gleby jest w okolicach Bolkowa... 

Lubie tę trasę. Kiedy jadę do Wolimierza uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Znajome, tak często widziane, widoki za oknem autobusu, są w przedziwny sposób, za każdym razem, nowe, piękne, wspaniałe.Tuż przed Kotliną Jeleniogórską droga wijąc się spada w dół, a góry na horyzoncie rosną, wyostrzają się, potężniejąc.
Najbardziej lubię wjazd do Szklarskiej Poręby, wysokie drzewa i skały, i drogę wijącą się ostrymi zakrętami. Potem już tylko czekam na Rozdroże Izerskie i drogę przez świeradowskie lasy... A potem - Wolimierz...

Długo mnie tu nie było. Z nieobecności skorzystała Pani Mysz i zadomowiła się w nowym, podobno myszoszczelnym kredensie. Zrobiłam porządki i włożyłam do szafek woreczki z lawendą, której zapachu podobno Pani Mysz nie lubi. Nie lubi także cytryny, najlepiej dobrze spleśniałej i tu mam wątpliwości, bo jak w kredensie trzymać spleśniałe owoce? Na wszelki wypadek posłużę się jednak także cytryną. A przede mną jeszcze kontrola dziur i dziurek, czyli szukanie otworu, którym Pani Mysz do kuchni wchodzi. Wyczytałam w Necie, że myszy wystarcza otwór o średnicy 8 mm...

W domu jest cicho i chłodno. Był bardzo wychłodzony; potrzebowałam doby, by doprowadzić do względnie dobrej temperatury, teraz kiedy to piszę w salonie mam 18 stopni. Eksperymenty paliwowe i technologiczne zdają egzamin. Pozałatwiałam całe mnóstwo spraw, czekam tylko jeszcze na dostawcę Internetu, który miał być koło 10... Może myślał o 22?
Z a oknem już ciemna szarość, drzewa chwieją się na wszystkie strony pod naporem silnego wiatru. Jakoś tak się zrobiło - listopadowo. Szybko policzyłam, że skoro w październiku jest jak w listopadzie, to w lutym będzie jak w marcu :) I może wiosna szybciej przyjdzie? Zimę wszyscy zapowiadają ciężką. Zobaczymy...
Dobrze mi robi spokój Wolimierza. Z niechęcią myślę o  powrocie do miasta...
A na mojej górze już jest biało... :) 

PS. Moje serce jest spokojne :)

1 komentarz: