5 czerwca 2010

Dzień Dziecka w Wolimierzu...

Dawno już nie było tak pięknego dnia, jak dzisiaj... Ciepło i pełne słońce, pozwalające dostrzec, to wszystko, czego przez ostatni czas tak trudno było zobaczyć: Dąb nareszcie ubrał się w zieloną sukienkę, a pod nim maleńkie stokrotki...  Na łące stoi woda. Nie przeszkodziła mi ona jednak w rozpoczęciu sezonu strzeleckiego... Taką niespodziankę, na Dzień Dziecka chyba, dostałam... jest coś niezwykłego w strzelaniu z łuku... Chwila napięcia cięciwy, tak synchroniczna z napięciem mięśni, a potem puszczona cięciwa uwalnia strzałę a ta szybuje, najczęściej omijając tarczę... :) Ale co tam, najważniejsze jest co innego: powietrze w płucach, jasność krajobrazu i przestrzeń, tak mocno działająca na wyobraźnię. Nie powstrzymałam się i jedną strzałę wypuściłam w niebo. Pięknie leciała! W tak zwanym międzyczasie walczę z chwastami, gdzie się da, z lekkim niepokojem patrząc na wodę, stojącą na łące... Dziś w planie jeszcze akcja: Precz z Ostami na Łące, a potem seans filmowy i miły wieczór z moim gościem... 

O czym uprzejmie donosi Wasza Amazonka... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz