17 maja 2010

Zimno...


Rozpieściły nas poprzednie Wiosny ciepłem wieczorów i pięknem dni a dzisiaj... Ech! Wszystko, co żyje, no może oprócz roślin, pcha się do ciepłego domu, by choć trochę zaznać tego, czego za drzwiami, nie uświadczysz: ciepła...
Kilka dni temu, na kuchennym blacie, spotkałam osę... Poruszała się na dosyć sztywnych łapkach, posiliła kryształkiem cukru, długo piła kroplę rozlanej wody... Do szklanki, mającej ją zawieść na dwór weszła niechętnie, choć bez protestu, po czym nie chciała z niej wyjść, kurczowo trzymając się nogami śliskiej powierzchni szkła... Chrabąszcze, te majowe, zamiast szaleć ciepłymi wieczorami, skulone z zimna przytulają się do okien, chłonąc ciepło bijące od nich, niemrawe, bez życia... I tylko kwiaty, na przekór pogodzie kwitną przepięknie: błękitne kępki niezapominajek ładnie kontrastują ze wszystkimi odcieniami zieleni, trawy i liści... Jest tak zimno, że nie chce się z domu wychodzić. To dobry czas na lektury, muzykę i zamyślenia.
Dziś skończyłam 1 tom Nauki Świata Dysku, i prawdę powiedziawszy, im bardziej zbliżałam się do końca, tym wolniej czytałam, by móc dłużej pobyć w przyjemności tej lektury. Przede mną kilka nowych książek i kilka, jak zwykle, zaczętych. Bo mam lektury dzienne i wieczorne. Dzienne mieszkają w różnych miejscach salonu, rozłożone, zachęcają do kontynuacji; wieczorne w sypialni, wiedzą, że przed snem lubię jeszcze na chwilę zapaść w słowa...
Są i takie, które czytam po raz kolejny: te mają największą dla mnie cierpliwość; i one wiedzą, że w jakimś momencie do nich wrócę. Czytam, tak jak jem: kiedy mam na to ochotę, kiedy poczuję głód.
Bardzo dużo w tym roku jest ptaków w Wolimierzu. Ich głosy słychać od rana do wieczora. Fruwają i skaczą, z trzepotem skrzydeł, nawołując się całymi dniami, dzieląc się wrażeniami i miejscowymi ploteczkami... Być może też opowiadają o tegorocznym, wiosennym, nieoczekiwanym chłodzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz