24 marca 2010

Pierwszy dzień w Wolimierzu, po powrocie...



Wróciłam. Po dwóch tygodniach irlandzkiej przygody z Vedic Art, o czym napiszę następnym razem, wróciłam do domu, do Wolimierza. Wróciłam stęskniona.
Wczoraj, bardzo zmęczona, resztkami sił, odnotowałam tylko całkowitą wiosenność otoczenia a dziś, pokrzepiona dobrym snem, rozpoczęłam dzień od wolimierskiego rytuału: z kubasem gorącej kawy w rękach, obeszłam dom dookoła patrząc, słuchając i oddychając wiosną. Drzwi na ogród zostały uroczyście odblokowane, zwiastując cały sezon pogaduszek pod gołym niebem...
W ogrodzie rozkwitnięte krokusy kuszą słodkim wnętrzem pszczoły, leszczyna obsypana jest soplami kwiatostanów a wierzby są pełne bazi. Tylko patrzeć, jak z jeszcze zielonych pączków wyglądać zaczną narcyzy i żonkile. Tulipany dzielnie wyciągają ku górze grube listki, czekając na swoją kolej. Widziałam pierwszego motyla. Na wielu gałązkach krzaków są już duże pączki liści... Żółte kwiatki podbiału złocą szarość kamieni, wysypanych na podjeździe a przed domem pięknie kwitnie ciemiernik biały, mający tę właściwość, że potrafi zakwitnąć pod śniegiem. I tak się pewnie stało, bo kwiaty ma w pełni rozwinięte...
Gwar ptasich głosów dobrze harmonizuje z ciszą otoczenia, podkreślając ogromny spokój, spływający z nieba. JEST DOBRZE.
A na Mojej Górze... wciąż biało...

4 komentarze:

  1. Pięknie opisana wiosna;) chociaż jestem tu we wrocławiu to po tym tekście czuję wszystko,węch się wyostrzył a źrenice rozszerzyły. Magda Ida

    OdpowiedzUsuń
  2. :)...wiosna sie rozpoczela, dziekuje
    Adrian

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję Twoją wiosnę,cudowną.
    Ja jak co roku wpadnę jeszcze na Jakuszyckie trasy biegowe już w niedzielę , by cieszyć się przez tydzień zimą , która choć dokuczyła jest wciąż piękna, słońcem i ciszą ...
    Pozdrawiam ciepło Baszko i podziwiam wciąż.

    Ania

    OdpowiedzUsuń