21 stycznia 2010

Wolimierskie Opowieści... Część 1. Ciąg Dalszy Nastąpi Niebawem...

„Granice mojego języka są granicami mojego świata.”
Ludwik Wittgenstein
Prolog

Śniło jej się, że umierała. Poprzedniego dnia wieczorem napisała list pożegnalny. Przepraszała, dziękowała, prosiła o wybaczenie i zrozumienie. Do tej pory nikt jej nie rozumiał, nikt nie wybaczył. Połknęła wszystkie tabletki, jakie miała pod ręką i zasnęła.

To był dobry sen. Pierwszy raz w życiu była szczęśliwa, umierając we śnie.
Obudziła się rano, zdziwiona, że jeszcze żyje. Podarła list pożegnalny. Cały dzień przeleżała w łóżku, półprzytomna, nie wiedząc, czy cieszyć się, czy smucić, bo żyła.

Nie umiała umrzeć.

KRAINA UM

1.
Kraina Um rozciąga się szeroko i daleko. Jak okiem sięgnąć widać łagodne, nie wysokie wzgórza, pokryte gdzieniegdzie kępami drzew, wśród których ukrywają się przed słońcem domostwa Umian. Powietrze przesycone wszystkimi zapachami łąk i pól, rozbrzmiewa śpiewem ptaków, radośnie witających każdy dzień. Po błękitnym niebie leniwie płyną białe obłoki, zbierając się wieczorem na nocny deszcz, zraszający ziemię ożywczą wilgocią. Czas odmierzają tu umiańskie słońce, księżyc i gwiazdy.

Naturalne granice krainy: góry, lasy, rzeka i morze, odgradzają ją, izolują, dając mieszkańcom poczucie niezbywalnego spokoju. Umianie nie znają wojny. Z wyglądu przypominają ludzi. Wysocy, smukli, o regularnych rysach twarzy, poruszają się tanecznie, rozmawiają żywo gestykulując, używając śpiewnych dźwięków.

Umiłowanie pokoju i spokoju, umiejętność czerpania z życia wszystkiego, co przyjemne, oddawanie się szeroko pojętej sztuce, sprawia że prokreacja jest wśród Umian niesłychanie rzadkim zjawiskiem. Biorąc pod uwagę długość  ich życia, nie stanowi to jednak powodu do zmartwienia. Zresztą Umianie nie potrafią się martwić. Smutek jest nietaktem. Najbardziej intymną czynnością jest płacz.

2.
Krainą Um zarządzają Starcy, trzynastu najstarszych Umian. Co 100 lat, gdy odchodzi jeden z nich, pozostali przemierzają krainę, by znaleźć godnego następcę. Potrzebują dnia, by przejść Um wzdłuż i wszerz. Właściwie nie muszą chodzić. Umysły Umian stanowią Jedno. Starcy doskonale wiedzą, gdzie znajdą następcę, jednak wyprawa pozwala im odświeżyć pamięć krainy. Wędrówka podnosi też stopień spokoju we wszystkich, odwiedzanych przez Starców, domach.

Raz na kilka lat zdarza się w Um cud: rodzi się dziecko. Poruszenie w całej krainie jest ogromne. Powietrze nasyca się radością a wszystko, co się rusza, śpiewem i tańcem przekazuje cudowną wieść: oto narodził się nowy Umianin.

3.
Wszyscy nowonarodzeni Umianie pielęgnowani są przez 100 lat, przez Trzynastu, zanim osiągną dojrzałość. Otrzymują staranne wychowanie. To Starcy przekazują dzieciom całą swoją wiedzę, doświadczenie i mądrość, zapewniając w ten sposób ciągłość tożsamości mieszkańcom krainy.

Każdy Umianin w dorosłe życie wchodzi wyposażony we wszelkie, niezbędne do życia w krainie Um, umiejętności. Najważniejszą, przekazywaną od najdawniejszych, pradawnych lat, jest umiejętność umierania.

Spokój, radość, piękno, przyjemne, beztroskie, długowieczne życie w niekończącej się harmonii z przyjaznym środowiskiem, wymaga nabytej umiejętności umierania, ponieważ żaden zdrowy na umyśle Umianin nie ma praktycznie żadnego powodu, by odchodzić.


Wieloletnie związki partnerskie, miłosne, między parą dorosłych Umian, wypełnione są tkliwą czułością; przyjaźnie zawierane na bardzo długo, nie zachęcają do rezygnacji z życia. Tak naprawdę żaden Umianin nie musi umierać.

Sto lat to dużo czasu, by wpoić młodym umysłom, jak ważne jest ustępowanie. Przy całym szacunku dla siebie, dla jednostki, jej potrzeb i powiązań, Umianin musi chcieć umrzeć. Bez żalu. Bez ociągania się.

4.
Kiedy któryś z Umian podejmie decyzję o odejściu pozostali mieszkańcy krainy szykują ceremonię odejścia. Zaczyna się ona od wielkiej uczty, zorganizowanej w Głównym Siedlisku. Przed ucztą każdy Umianin otrzymuje od odchodzącego dar, prezent; najczęściej przedmioty używane przez niego na co dzień: ubrania, naczynia, meble, narzędzia i instrumenty.  Odchodzący wypełnia osobiście, za życia, swój testament, oddając wszystko, oprócz domu, który po wszystkie czasy jest własnością społeczności Umian.

Umianie ucztują przez kilka dni, dając sobie tym samym wystarczająco dużo czasu, by porozmawiać z odchodzącym. W tym czasie powietrze krainy Um rozbrzmiewa milionem dźwięków, ożywione rozmowy Umian przypominają śpiew i taniec. Harmonijne dźwięki obiegają całą krainę; zwierzęta przystają, zasłuchane a ptaki milkną, słuchając uważnie, jakby chciały nauczyć się nowych melodii, by powtarzać je potem, o poranku. Ptaki co rano budzą Umian kaskadami dźwięków, przypominających a właściwie wiernie odzwierciedlających mowę Umian. 

Po trwającej kilka dni uczcie przychodził czas na odejście.

5.
Nie mający już niczego Umianin udawał się w jednym z czterech kierunków, sam decydując, w która stronę pójdzie: na północ – nad morze, na południe – w góry,  na wschód – nad rzekę, czy na zachód – w las.

Odchodzący, który wybrał północ, wędrował, kierując się słońcem, w stronę skalistego wybrzeża, niegościnnego dla przypadkowych żeglarzy. Na bardzo wysokim skalnym urwisku widać wykute schody, prowadzące w dół, na niewielki skrawek kamienistej plaży. Umianin, wchodząc do wody, miał gwarancję pewnej śmierci. W krótkim czasie każda komórka jego ciała łączyła się z wodą oceanu a na ogromnych skałach, omywanych przez zimne spienione fale nikt już nie mógł dostrzec po nim śladów.

Potężne góry na południu proponowały inny rodzaj śmierci. Umianin wytrwale wspinając się na wysoki, wybrany przez siebie szczyt, po pewnym czasie kamieniał, zamieniał się w większy lub mniejszy głaz, stając się nieodłączną częścią krajobrazu.

Wschodni skraj krainy Um był brzegiem szerokiej rzeki i jednocześnie najczęściej wybieranym miejscem śmierci. Ogromny wodospad w południowo wschodnim zakolu rzeki przyciągał odchodzących Umian urodą miejsca. Unosiła się nad nim rozpylona w kropelki woda a słońce lśniło w niej milionem drobnych iskierek, tworząc wielobarwne tęcze. Wejście na szczyt wodospadu, chociaż wiązało się z wysiłkiem, niosło ze sobą wiele, tak cenionych przez Umian, wrażeń estetycznych.

Szum spadającej z wysoka wody zagłuszał myśli odchodzącego. Potem był już tylko jeden moment, gdy ciało odchodzącego rozjaśniało się do blasku słońca, przejmowało na siebie odbite światło, by po chwili mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy, zniknąć w ułamku sekundy w powietrzu nad wodospadem.
A potem wszystko wracało do normalności, jakby nic się nie wydarzyło: odszedł mieszkaniec krainy Um. Nic ponad to.

Kierunek zachodni był najrzadziej wybierany. Gęsty, stary las, na granicy krainy Um był ciemny i wilgotny. Wysokie drzewa wyciągały konary do nieba a ogromne, zielone korony drzew zacieniały poszycie tak, że nic na nim nie rosło. Odchodzący Umianin w milczeniu stawał w gąszczu, i stał długo, choć nie dłużej niż trzeba, by jego ciało pokryła kora, nogi ukorzeniły się w ziemi a ramiona i włosy porosły liśćmi.

Cały świat wypełniali Umianie. Byli w powietrzu, wodzie, drzewach i skałach. Byli wszędzie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz