7 grudnia 2009

Grudzień w Wolimierzu...



No i mamy grudzień... Na górze trochę śniegu, w Wolimierzu, w dolinie wczoraj mglisto i deszcz, padający całą noc; dzisiaj piękne słońce zagląda do domu, rozświetlając powietrze... A wcześniej, w listopadzie dotknęły nas, jak co roku zresztą, silne wiatry. Weekend minął nam z Ewą na naprawianiu szkód: studnia dostała z powrotem swój ochronny trójkąt, wyrwany bezceremonialnie; a i płot naruszony mocno, otrzymał niezłe wsparcie. W niedzielę rano zawitały do nas ptaszki kolorowe, chyba rudziki. I para sójek, która urządziła sobie pyszną zabawę w lesie, przed domem...








 Obchodząc cały teren, by gospodarskim okiem rzucić, na wszystko, znalazłam jesiennych maruderów: jeden rozkwitnięty na trawie mlecz, nie mający już szans na zmianę w dmuchawca i maleństwo, którego nazwy nie znam...





Myśleć już zaczęłam o Świętach... Myśl o spotkaniu miłych sercu ludzi rozjaśnia mi twarz, jak słońce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz