2 lipca 2009

Zdarzenia...

To były dni... Po dwóch tygodniach deszczu i burz zrobiło sie bardzo mokro. Łąka zaowocowała ślimaczkami, co widać na załączonym zdjęciu. Znalazłam go w płatkach dzikich róż, które pieczołowicie zbieram i przesmażam. Dzis powstała kolejna porcyjka konfitur. 
A wczoraj wieczorem, gdy zbierałam się do spania, zauważyłam brak jednego z telefonów. Nie wiele myśląc zadzwoniłam sama do siebie z drugiego telefonu, by zlokalizować zgubę. Ta operacja jest prosta i skuteczna. Rano na wyświetlaczu wczorajszej zguby zobaczyłam komunikat, że ktoś do mnie dzwonił. Zadzwoniłam więc, zgłosiła się automatyczna sekretarka, no to nagrałam się, swoim zwyczajem, podając imię i nazwisko, z prośbą o oddzwonienie.
Po czym ze zdumieniem dostrzegłam na drugim telefonie informację, że ktoś do mnie właśnie dzwonił i nagrał mi wiadomość głosową... Tak o to zadzwoniłam sama do siebie z prośbą, bym oddzwoniła... Jest już koniec dnia, a ja cały czas, gdy tylko sobie przypomnę, ryczę, sama z siebie, ze śmiechu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz