9 kwietnia 2009

W ciszy chcę żyć, w spokoju...

Świat dźwięków ma dla mnie ogromne znaczenie. Od tych najcichszych, w leciutkim ruchu gałązek brzozy, ptasie nuty, psy szczekające za ogrodzeniem - choć szczekające to złe słowo - husky nie szczekają, śpiewają psie serenady. Z oddali i z rzadka przejedzie samochód, traktor hałasuje na polu, ciągnąc za sobą stado natarczywie głodnych ptaków, dźwięki otaczające. Nie mam na nie zbyt wielkiego wpływu, nawet próby nie wpuszczania ich do domu często spełzają na niczym... Wolimierska Symfonia. I jeszcze świat dźwięków dopuszczanych świadomie, z wyboru, winamp, głośniki od Piotra, podarunek cenny, i świat muzyki własnej...
Nie umiem odpowiedzieć na pytania: ulubiona piosenka? ulubiony wykonawca? ulubiony kompozytor?
Zazwyczaj dzieje się tak, że słucham piosenki dla określonych słów - jednego zdania, słucham muzyki dla akordu lub jedynej, jedynej pośród wielu, nuty.
I ubolewam, że słowami nie umiem o dźwiękach pisać...
Więc jeśli kiedyś napiszę książkę, ilustracją do niej będzie płyta z muzyką...
A poza tym potwierdziła się na mnie zasada, że zmiana na jednym polu pociąga za sobą zmiany na wszystkich innych polach, nazywanych też poziomami (kłania się tu nisko Pan Dilts, ze swoimi - poziomami świadomości).
Zmiana miejsca zamieszkania dała mi tak dużo, że nie ogarniam...
Żyję w Krainie z Bajki, w Krainie Szczęśliwości, ogarnięta morzem spokoju, bo wszystko, co jest, jest Dobre.
Więc moja cisza... śpiewa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz