16 marca 2009

Był czas śmiechu...

Od dłuższego czasu, no chyba z pół roku, nie śmiałam się tak długo, głośno i serdecznie, jak przez ostatnich kilka dni. Piotr sypał dowcipami jak z rękawa i w całym domu rozbrzmiewały radosne głosy... Był czas poważnych rozmów i ustaleń. Był czas poznawania się: wspólnej troski o dom i ogród. Poznałam Hanię. A dziś w pustym już domu siedzę i myślę: jak wspaniałe może być życie, gdy w powietrzu rozbrzmiewa śmiech, a między ludźmi miłość i szacunek. Jak wspaniale jest, gdy można przytulać się do Tygrysa, jak do taty. Jak wspaniale jest, będąc Prosiaczkiem, nie bać się niczego i nikogo.
Miłość jest w stanie chmury ciemne z nieba i serca przegnać, dać miejsce światłu. Słońcu, które grzeje, ogrzewa cały świat: ogromny, stary dąb przed domem i maleństwo zielone, które ledwo co wyjrzało z ziemi.
PS.

rozstanie

gdzieś w tle Twój cień
między nami odległość
na wyciągnięcie ręki

za blisko
by poczuć samotność

za daleko
by poczuć żal...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz