16 sierpnia 2008

Mandala...


Dużo ostatnio czytam.
Książka Susanne F. Fincher Kreatywna mandala, zachęciła mnie do rysowania: zakreślam więc koło, a potem samo się dzieje... Raczej nie na pokaz, mam bardzo osobisty stosunek do tych rysunków.
Wieloosobowość Rity Carter, wprowadziła mnie po pierwsze w dobry humor, bo czyta się tę pozycję lekko i z uśmiechem na ustach, chociaż traktuje o poważnych sprawach. A po drugie: wiele mi wyjaśniła, przeczytałam część teoretyczną, pracę z odkrywaniem, czy może raczej definiowaniem siebie zrobię później, we wrześniu. Za tydzień jadę do Warszawy, na warsztat Małgosi Przygońskiej Cud wolności, to będzie 23 i 24, a tydzień później II stopień Vedic Art z Jackiem Poteralskim.
A potem szybko do domeczku, by zmienić Sylwię przy "dzieciach"...
Więc w sierpniu już pewnie nie będzie czasu na wizytę tutaj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz