4 sierpnia 2008

Jeszcze o VedicArt...


Dostałam dzisiaj zdjęcia z warsztatu VedicArt. Jak widać malowanie bardzo wciąga: nic nie widziałam, nic nie słyszałam, skupiona, cała byłam w maleńkiej przestrzeni między pędzlem a płótnem. Maleńkiej, a tak ogromnej, bo mieszczącej w sobie cały Kosmos.
Mocno tkwi we mnie ten warsztat. I nie chodzi tylko o malowanie. Otworzyły się we mnie nowe możliwości: rzeźbię w gipsie z takim samym zacięciem. Tworzenie jest dla mnie jak medytacja. W ciszy i koncentracji mój mózg przestaje myśleć, uruchamia się prawa półkula i rzeczy same powstają, jakby bez mojego udziału, a przecież moimi rękami.
Jadąc na warsztat wiedziałam, że dotykać będę niedotykalnego. Nie przypuszczałam jednak, że tak głęboki ślad to we mnie zostawi.
Życie toczy się jakby normalnym torem: dom, ogród, zwierzęta, codzienność, która stała się inna: barwniejsza, pełna blasku, radości z odkrycia tylu możliwości wypowiadania się.

THE MOMENT


w migotliwym świetle dopalającej się świecy
dopisuję dalszy ciąg samotnej nocy
cisza brzmi głośno biciem serca

czas wypala się migotliwie
milionem gwiazd na ciemnym niebie

wspomnienia wiążą czas
w krople pamięci
te płynąc łączą się
w strumień zdarzeń
w rzekę życia

przeszłości podobno nie ma
przyszłość nie wiadoma

teraz - wszystko co istnieje - chwila.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz