25 czerwca 2008

Powody, powody...


Właściwie nie wiem, po co założyłam tego bloga... Wie o nim tylko jedna osoba. Internet jest tak rozległy, że prawdopodobnie nie mam szans na to, by ktokolwiek, przypadkiem, przeczytał moje słowa, obejrzał zdjęcia, skomentował wpis. I niech tak będzie. W końcu mogę też robić coś wyłącznie dla siebie.
Dobrze rozpoczęty, słoneczny dzień, przyniósł długo oczekiwany deszcz. Niebo pomrukuje, ziemia pije wodę, moje sianokosy zatrzymane w połowie. Ale to dobrze. Moja kosiareczka, choć lekka, powoduje ból w plecach; bolą mnie też ręce od pchania i nogi, od chodzenia tam i z powrotem. A wszystko przy wtórze wściekle ujadającego Felixa, który uznał kosiarkę za wroga numer dwa. Numerem pierwszym jest odkurzacz. Śmieszą mnie te jego ataki na sprzęt. Widać, że chłopak się boi, lecz walczy zajadle, łapie zębami i bardzo głośno szczeka.
Wczoraj położyłam fugę. Na kafelkach w kuchni. Życie na wsi uczy mnie tak wielu rzeczy. Nigdy przecież nie miałam wcześniej kawałka własnej ziemi. Rośliny budzą we mnie duże zainteresowanie: zawsze zastanawiało mnie, jak to jest być przywiązanym do jednego miejsca, nigdzie się nie ruszać, nie zmieniać miejsca pobytu, Być jak drzewo. I jeszcze rozczula mnie wdzięczność roślin za opiekę nad nimi. Pod samym domem wyrósł mi dziki prawoślaz. Pomimo trudnych warunków osiągnął około 30 cm i zakwitł. Pomyślałam, będę cię podlewać i teraz mam ponad 50 cm ładnych,, ciągle kwitnących, blado-fioletowych kwiatów.
Ostatnio codziennie na podwórko przylatują pliszki. Nie udało mi się jeszcze żadnej sfotografować ponieważ są bardzo czujne. I tak śmiesznie skaczą... A białe, szare i czarne piórka nadają im bardzo elegancki wygląd. Mam nadzieję, że nie dadzą się złapać bandzie kotów grasujących po naszym terenie.
Burza cichnie. Z dołu dobiega do mnie pomrukiwanie Felixa, zmęczonego po walce z kosiarką. Nuka śpi pochrapując. A ja odpoczęłam pisząc.

6 komentarzy:

  1. Ja przypadkiem przeczytalam Twojego bloga, obejrzalam zdjecia ;) I baaardzo mi sie podoba. Masz takie zycie o jakim marze. Mam nadzieje, ze tez kiedys uda mi sie wyprowadzic na wies gdzie bede prowadzic rowniez dobre zycie i gdzie mnie takze uszczesliwiac beda zwierzeta, zapachy, rosliny i...kto wie - moze nawet moja gora! Pozdrawiam Ciebie, Twoje zwierzeta, rosliny i gore oczywiscie.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Agnieszko. Zaglądaj tu czsem...
    Pozdrawiam, Baszka

    OdpowiedzUsuń
  3. ciepło z czajnika
    gwiżdżące
    parzącą filiżanką
    kawy
    ogrzaną Ci dłon podaję
    weż na dzien dobry
    nie marznij :)

    dopiero zaczynam czytać i oglądać Twoje urocze miejsce, ja wprawdzie nie pisałam, że nie wiem po co założyłam bloga ale tak myślałam... a teraz? :) jest miejscem spotkań z cudownymi ludzmi... kawą pachnącym co rano, pitą o świcie w różnych miejscach, z ludzmi o wrazliwości, ktora nie pozwala przesypiac piękna jakie niesie ze soba kazdy dzień... wiec, zapraszam do mnie na kawe jeśli bedziesz miała ochote na toworzystwo... nawet jesli nie pijesz kawy, zawsze znajdzie sie dobra herbata :))) pozdrawiam i wracam do ogladania twojego swiata :) Judyta (jeszcze nie bardzo znajoma z GL )
    www.srebrnyswit.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieki za miłe słowa. Wpadnę na kawę, rozpuszczalną z mlekiem i cukrem, proszę :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również z ciekawością przeczytałam Twój blog.No może opuściłam znaczną część fragmentu o kotach -bo ich poprostu nie lubię.Muszę Ci powiedzieć,że czuje pewien niedosyt.Mało Ciebie,za mało.Wydajesz się osobą bardzo interesującą i chciałabym poznać bliżej Twoje myśli.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania Kozłowska
    P.S.Już prawie poczułam to -tak założę swój blog ale również dopadło mnie pytanie-tak naprawdę po co?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, a jednak... jak już założysz, daj mi znać, odwiedzę... :)
    Baszka

    OdpowiedzUsuń